Poradniki · 5 min czytania

Cena na stronie jest informacją, nie reklamą.

Większość gabinetów cen nie podaje, a większość pacjentów szuka ich jako pierwszej rzeczy. Poniżej co z tego wynika, na czym stoi obawa i jak zapisać kwoty, żeby nie trzeba było poprawiać ich co miesiąc.

Dwie drogi pacjenta: bez ceny na stronie prowadzi do telefonu o cenę albo wyjścia do konkurencji, z ceną podaną wprost do zapytania o termin i mniejszej liczby odwołanych wizyt.

Czy wolno

Art. 14 ustawy o działalności leczniczej pozwala podawać do publicznej wiadomości informacje o zakresie i rodzajach udzielanych świadczeń. Cena jest właśnie taką informacją.

Reklamą staje się dopiero to, co dokłada się do ceny: rabat z presją czasu, zestaw promocyjny, kod zniżkowy, konkurs. Sama kwota nią nie jest.

Co zyskuje gabinet, który podaje

Mniej telefonów o rząd wielkości. Rejestracja przestaje odpowiadać na pytanie, na które odpowiada strona.

Lepsze zapytania. Pacjent, który zna kwotę i pisze mimo tego, pisze o terminie, nie o cenie.

Mniej rozczarowań w fotelu. Najgorszy moment na poznanie kwoty to ten po badaniu, z otwartą kartą leczenia.

Przewagę nad tymi, którzy nie podają. Pacjent porównuje to, co da się porównać.

Na czym stoi obawa

„Konkurencja zobaczy”. Zobaczy i tak — wystarczy telefon z pytaniem o cenę. Ukrywanie kwot chroni przed konkurencją tylko w wyobraźni.

„Odstraszymy pacjentów szukających taniej”. To zaleta. Pacjent, który odpada na cenie, odpadłby i tak w fotelu, po zajęciu godziny w grafiku.

„Ceny się zmieniają”. Stąd widełki albo „od” zamiast kwoty do złotówki, plus data aktualizacji pod tabelą.

Jak zapisać kwoty

Widełki albo „od” przy każdym zabiegu, z informacją, co wchodzi w cenę. „Implant od 4 200 zł” bez informacji, czy z koroną, generuje dokładnie ten telefon, którego chcieliśmy uniknąć.

Przy licówkach i implantach także cena kompletu — pacjent liczy sześć albo osiem zębów, nie jeden.

Informacja o ratach, jeśli je oferujesz, i o tym, u kogo. „Od 720 zł miesięcznie” zmienia rozmowę bardziej niż każda inna zmiana na stronie.

Data aktualizacji cennika. Kwota bez daty starzeje się w oczach pacjenta szybciej niż w rzeczywistości.

Zdanie o tym, co jest bezpłatne: konsultacja, przegląd, kosztorys. Zwykle to najmocniejsza pozycja w całym cenniku.

Sam podaję kwoty, w tym za rzeczy, które spokojnie mógłbym schować w „wycenie indywidualnej”. Powód jest praktyczny: połowa pytań, które dostawałbym mailem, ma już odpowiedź w tabeli.

Czego nie robić

Nie zostawiaj „cena po konsultacji” jako jedynej informacji. To zdanie mówi pacjentowi, że kwota jest do ustalenia, a wtedy zakłada najwyższą.

Odpuść promocje z terminem. To najprostszy sposób, żeby informacja o cenie zamieniła się w reklamę.

Nie chowaj cennika w PDF-ie. Pacjent go nie otworzy na telefonie, a wyszukiwarka nie przeczyta go jak treści strony.

To opis przepisów, nie opinia prawna. Przy sprawie spornej pytaj prawnika — wykonawca strony nie zastąpi radcy.

Co dalej

Co wolno napisać na stronie gabinetu — poradnik o art. 14

Pytanie do tego tekstu? Napisz na [email protected]. Odpisuję w ciągu dwóch dni roboczych.